środa, 25 marca 2015

Chloé, Chloé EDT - recenzja


Chloé EDT to lżejsza wersja EDP z 2008 roku. W najjaśniejszym  flakonie w serii zamknięto 3 nuty: głowy (mandarynka, melon), serca (róża, frezja) i bazy (drzewo sandałowe, irys). 

Będąc dzisiaj w Sephorze, postanowiłam przetestować całą serię zapachów. Po pierwszym wrażeniu najbardziej przypadła mi do gustu wersja EDP (w białym flakonie), spryskałam więc nadgarstek i czekałam co będzie dalej...

Kompozycja otwiera się dziewczęcym, nieco mydlanym aromatem, świeżym i dość lekkim, by po chwili przejść w coś zupełnie niespodziewanego. Niewinny zapach przekształca się w coś niepokojącego. Ja wyczuwam zapach jakiegoś zielska, nie jest to zapach żadnego z wyżej wymienionych składników. Niesamowicie intrygujący i pociągający. Pomyślałam, że oto znalazłam kolejną pozycję wartą uwagi. Niestety później było tylko gorzej. Po jakichś trzech godzinach zapach rozwinął się w jedną z tych najbardziej prymitywnych, banalnych nut. Tajemniczy aromat gdzieś zniknął, a pojawił się mdlący i męczliwy smrodek. Chloé EDT to według mnie zapach zniszczony, po smakowitej przystawce i wybornym daniu głównym, zaserwowano deser z papierka i niestrawność. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę dobrze.

Piszę tego posta z rozczarowaniem i bólem głowy. Ciekawa jestem Waszych opinii na temat tego zapachu, podzielacie moje zdanie, czy może wręcz przeciwnie? Wiadomo, że w kwestii zapachów gust jest sprawą indywidualną. Chętnie poczytam o Waszych odczuciach.

2 komentarze:

  1. Mi już się podoba flakonik choć zapachu jeszcze nie znam ;D
    Pozdrawiam,
    M.
    http://2bigcitylifes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uwielbiam ten zapach.

    OdpowiedzUsuń